Już na kilka miesięcy przed wyjazdem na mistrzostwa Europy juniorów – Junior Cup Katlov  zaczęliśmy planować jeden z najważniejszych aspektów owej imprezy, a mianowicie – taktyka jaką zastosujemy.

Początkowo zbieraliśmy wszelkie informacje na temat jeziora Katlov korzystając z różnych źródeł oraz bazując na doświadczeniu zdobytym na tym jeziorze przez naszego kapitana Arkadiusza Kraszewskiego. Wraz z Kamilem układaliśmy sobie w głowach nasze pierwsze plany dotyczące rozwiązań, które mogłyby przynieść nam zamierzony efekt. Wiedzieliśmy, że zawody są rzutowe, więc początkowo naszą uwagę skupiliśmy na przygotowaniu do perfekcji naszych zestawów końcowych oraz zaczęliśmy treningi rzutowe na naszych lokalnych wodach. Długie godziny spędzone na rzucaniu do celu z pewnością nie poszły na marne. Przy osiąganiu znacznych odległości niezastąpione okazały się zestawy centryczne w połączeniu z dobrej jakości konicznymi przyponami strzałowymi. Tak skonstruowane zestawy pozwoliły nam na zarówno osiąganie zamierzonych odległości oraz sprawiały, że nie musieliśmy się bać o to czy ryba wygra z nami walkę w zaczepach. Osobiście nie jestem fanem łowienia z rzutu ponieważ w głównej mierze podobnie jak Kamil łowię z wywózki więc trochę ulżyło nam po wylosowaniu 9-tki, gdyż jest tam możliwość łowienia blisko od brzegu, czasami mieliśmy odjazdy z odległości mniejszej niż 30 metrów od stanowiska. Tak bliskie odległości dały nam możliwość zastosowania szerokiej gamy przyponów bez specjalnych ograniczeń. Najczęstszym z używanych przez nas połączeń był hak Fun Fishing Gamma rozmiar 4 i 6 z pozycjonerami oraz miękką plecionką tej samej firmy. Staraliśmy się nie stosować małych przynęt ponieważ dawały nam one jedynie brania małych ryb. W głównej mierze na naszym, czasem nawet przesadnie długim włosie lądował bałwanek z kulek 21mm+16mm, bądź nawet 21mm+21mm+16mm. Tak duże przynęty nie zawsze łowiły duże ryby jednak z pewnością działały selektywnie i pozwalały nam zapomnieć o uciążliwych braniach linów i małych karpików. Czasem decydowaliśmy się na postawienie przynęty nad dnem, jednak wedle zaleceń miejscowych bardzo blisko nad nim, około 1-2cm. Taki zestaw wyciągnął kilka ryb, jednakże większość z nich była bardzo mała. Odpowiednie konstruowanie zestawów nie było jedynym ważnym elementem, kolejna kwestia to nęcenie. Każdy z nas miał odmienne koncepcje na ten temat i tu ukazało się ogromne doświadczenie naszego kapitana. W głównej mierze to jego założenia taktyczne wraz z wprowadzonymi przez nas drobnymi zmianami dawały nam coraz więcej brań. Wiedzieliśmy, że nagrzana płytka woda będzie miejscem bytowania dużej ilości małych karpi oraz linów, więc nęcenie, które wywoływało by duże zamieszanie w wodzie skutkowało by częstymi braniami ryb, które nie były przez nas pożądane. Założenie było proste łowimy jak najszybciej trzy sztuki i zaczynamy z podbijaniem wagi. Nasze stanowisko było dość odległe od pozostałych więc postanowiliśmy zastosować taktykę zgoła odmienną od naszych rywali, równocześnie obserwując co się sprawdzi w początkowych godzinach zawodów. Podczas, gdy wszyscy zaczęli słać do wody duże ilości zanęty za pomocą spombów i rakiet, my wstrzymaliśmy się z grubym nęceniem i zastosowaliśmy jedynie małe siateczki pva z pelletem od Max Carpia… Był to strzał w dziesiątkę, w ciągu 3,5 godziny mieliśmy już komplet trzech ryb i mogliśmy myśleć o tych większych. Po tak szybkim starcie kontynuowaliśmy założenia taktyczne i choć z mojej strony pokusa nęcenia spombem była ogromna, to sztywno trzymaliśmy się tego co ustaliliśmy.

Od początku do samego końca zawodów zdecydowaliśmy się na nęcenie jedynie tym co w naszych pva oraz posyłając kulki kobrą. Jedynie takie nęcenie w owym miejscu wydawało się sensowne, właśnie ze względu na dużą liczbę „drobnicy”. Drugiego dnia zawodów nasz wynik był już całkiem przyzwoity, dwie ryby blisko 17kg i jedna 14,5kg dawały nam miejsce w czołówce zawodów. To właśnie drugiego dnia zdecydowaliśmy się na zastosowanie wymoczonych wcześniej kulek zarówno do nęcenia jak i łowienia, aby przechytrzyć te największe a co za tym idzie te najbardziej ostrożne spośród mieszkańców czeskiego Katlov. Ta koncepcja podobnie jak każdy wcześniejszy punkt naszej taktyki przebiegła perfekcyjnie i wypracowaliśmy dwa odjazdy, ryby były ogromne i z pewnością zapewniły by nam miejsce w ścisłej czołówce jednak częścią tego sportu podobnie jak pozostałych jest to, iż czasem się wygrywa, a czasem przegrywa, niestety tym razem było nam doświadczyć tego drugiego. Pomimo tej małej porażki czujemy się wygrani, z kilku prostych względów, mianowicie nasza taktyka przebiegała bezbłędnie, a wszystko szło po naszej myśli. Po wspaniałym starcie łowiliśmy coraz większe ryby, aż dobraliśmy się do tych największych miśków i to właśnie przechytrzenie ich było dla nas ogromnym sukcesem.

Każde zawody rządzą się swoimi prawami i to właśnie odpowiednie dobranie taktyki, połączone z szybkim dostosowaniem się do warunków panujących na łowisku daje zamierzony efekt.

Kacper Dowksza